poniedziałek, 25 lutego 2008
Tam i z powrotem czyli TNT Post vs Poczta Polska
Petronelę zaciekawił reklamowany na pierwszej stronie gazety wpis na blogu GALAnt'a "Poczta Polska wolniejsza od winniczków", tym bardziej, że z "zawrotnym" tempem dostarczania przesyłek miałam ostatnio do czynienia. Pod koniec grudnia zakupiłam dla Wrzaskuna zestaw ciuszków dla leniwych rodziców (czyli rozpinanych, gdzie tylko możliwe) na allegro. Paczka w formie listu poleconego została wysłana jeszcze przed sylwestrem. Czekaliśmy ponad miesiąc i nic. List wcięło. Dzwoniliśmy na holenderską infolinię, ale do Holandii paczka nie dotarła. Nadawca interweniował na poczcie krajowej, ale żanych informacji nie uzyskał. Dopiero 3 dni temu dostaliśmy stosowne awizo. Jeszcze trochę, a Wrzaskun by z tych ciuszków wyrósł. W międzyczasie wysyłaliśmy z Niderlandów paczkę do Polski. Doszła po tygodniu. Nie wiem, jak to jest z tą Pocztą Polską. Czyżby droga TAM (do Niderlandów) była dla nich znacząco dłuższa niż Z POWROTEM?
czwartek, 24 stycznia 2008
Gęś gęgawa
W Niderlandach to dość spore ptaszysko można spotkać m.in. w miejskich parkach i licznych łąkach poprzecinanych kanałami. Ta gęsia rodzinka spacerowała sobie na wysepce na kanale w Kinderdijk zupełnie nie przejmując się krążącymi wokół bandami turystów i przepływającymi tuż obok łódkami.
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Kraamzorg
W Niderlandach
funkcjonuje nieobecna u nas instytucja kraamzorga, wielce sobie chwalona także
przez świeżo upieczonych tatusiów. Słowo „kraamzorg” brzmi dość paskudnie i nam
kojarzy się z „cyborgiem”, ale w rzeczywistości jest to taka
pielęgniarko-położno-pomoc domowa, która opiekuje się kobietą po porodzie,
niemowlakiem, posprząta, upierze, a i tatusiowi żarcie zrobić może. Listę kraamzorgów
można dostać od lekarza, w szpitalu lub wyszukać sobie w internecie. Kraamzorga należy
zamówić dość wcześnie, gdzieś koło 3-go miesiąca ciąży, po później może się
okazać, że wcale nie tak łatwo znaleźć opiekunki, które mają wolne w stosownym
czasie. Petronela
przekonała się o tym na własnej skórze, biorąc się za poszukiwanie kraamzorga
pod koniec piątego miesiąca. Dobrych parę godzin zajęło mi znalezienie agencji,
w której akurat mieli nieporezerwowanych „kraamzorgów”. Dalej już poszło
sprawnie: w przeciągu kilku dni dostałam do wypełnienia formularz w języku
zrozumiałym (angielskim, bo tutejszego nadal nie opanowałam) oraz zestaw
broszurek i ulotek. Usługi kraamzorga
dostępne są w pakiecie – standardowo 5-6 godzin dziennie przez 8 dni, ale w
razie potrzeby można zwiększyć liczbę dni lub liczbe godzin. Zazwyczaj
ubezpieczenie zdrowotne pokrywa koszty owego standardowego pakietu, przy czym 8
dni liczone jest od daty porodu. Jeśli matkę z dzieckiem przetrzymają w
szpitalu dłużej, to kraamzorg przychodzi do domu przez mniejszą liczbę dni.
piątek, 18 stycznia 2008
Wiatrak - Leidschendam
W Niderlandach wiatraki służyły nie tylko do osuszania terenu ale także pełniły rolę młynów zbożowych czy tartaków.
środa, 16 stycznia 2008
Wiatraki - Haga
Jak wiadomo Niderlandy słyną z tulipanów i wiatraków, ale tych ostatnich wcale nie jest tak dużo, jakby się wydawało. Gdy tylko przyjechałam do Hagi prawie 4 lata temu, znajomi z kraju ciągle wypytywali mnie, czy widziałam już wiatrak, a ja przez dobrych parę tygodni byłam zmuszona udzielać im odpowiedzi negatywnej. W końcu udało mi się znaleźć wiatrak, do którego mogłam bez problemu na rowerze dojechać. I oto on:
piątek, 11 stycznia 2008
Pępek po holendersku
W Polsce pielegnacja pępka nowonarodzonego dziecka wygląda zupełnie inaczej niż w Niderlandach. Nasi spece i wszelakie pisma dzieciowe zalecają co następuje:
A 70% spiryt, który położna kazała nam kupić, okazał się być używany wyłącznie do czyszczenia termometru dodupnego.
piątek, 26 października 2007
Niderlandy i życie poczęte
Jak się już Dziadzio przyznał na naszym blogu głównym, całkiem niedawno w naszym domu zagościło małe wrzeszczące. W związku z tym mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze, jak wygląda obsługa życia (na)poczętego w Niderlandach od samego początku. Ponieważ tutejsze podejście do polityki prorodzinnej i opieka prenatalna jest znacząco różna od tego, co nam oferuje IV RP, niniejszym rozpoczynamy nowy dział, w którym informacje na ten temat bedziemy umieszczać. Test ciążowy W Niderlandach nabycie testu ciążowego nie stanowi żadnego problemu. Wcale nie trzeba udawać się w tym celu do aptek (nl. apotheek), które zresztą są czynne w godzinach mało przyjaznych dla ludu pracującego. Wystarczy supermarket czy drogeria typu „Etos” czy „Kruidvat”, gdzie testy leżą sobie na półce w towarzystwie witamin, pastylek na kaszel i innych medykamentów dostępnych bez recepty. Zdarza się, że tuż obok można znaleźć pigułkę "the morning after" oraz testy owulacyjne. W supermarketach sieci Albert Heijnie o test należy poprosić w „Service desk’u”. Najpopularniejsze marki testów ciążowych to „Predictor” i „Clear Blue”, oba równie proste w obsłudze (nasikać, odczekać, obejrzeć). Przetestować można się także u lekarza rodzinnego (nl. huisart) – oczywiście przed wizytą należy się opić, tak by móc bez problemu przygotować stosowny materiał do testów. c.d.n.
czwartek, 18 października 2007
B - Bloemenmarkt (c.d.)
O amsterdamskim targu kwiatowym pisałam już wcześniej. Teraz, gdy wreszcie udało mi się przejrzeć własne archiwa, kolej na zdjęcia. Tak oto wyglądał Bloemenmarkt wczesną wiosną 3 lata temu w pełni sezonu tulipanowego. Miejsce to warto odwiedzić i w innych porach roku, choć asortyment jest oczywiście inny. Kupować bulw i cebulek jednak tam nie należy. No, chyba że ktoś lubi czerwone tulipany i białe amarylisy... ![]()
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
B – Bloemenmarkt
czyli targ kwiatowy w Amsterdamie. Ponoć jedyny pływający bazar kwiatowy na świecie. Ulokowany jest na zacumowanych przy brzegu kanału Singel łódkach i ciągnie się od Koningsplein do Muntplein. Miejsce to znajduje się na standardowej checkliście turystycznej, bo zobaczyć je zdecydowanie warto. Oprócz przepięknych żywych kwiatów można tam kupić i sztuczne, drewniane tulipany i rośliny do samodzielnego wychodowania (Petronela z kawałka suchego badyla ma teraz bardzo ładną nolinę) i “starter kit” do domowej hodowli maryśki. No i oczywiście cebulki tulipanów, bulwy narcyzów i amarylisów. Tych jednakże lepiej nie kupować, gdyż ni cholery z zakupionych bulw czy cebulek nie wyrośnie to, co na załączonym obrazku. Przynajmniej Petronela nie zna ani jednej osoby, której się ta trudna sztuka udała. Niedawno z Dziadziem zakupiliśmy sobie 3 dorodne bulwy amarylisa. Miał być i różowy i pełny biało-czerwony i biało-fioletowy. Po kilku dniach bulwy wypuściły kwiaty. I wszystkie są, k...!, takie same i wszystkie, k...!, BIAŁE!
piątek, 08 czerwca 2007
|
O autorach
Ostatnie notki
Zakładki:
00. Nasza twórczość
01. Z Niderlandów pisane
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||