O Niderlandach zupełnie subiektywnie
niedziela, 06 marca 2011
Śmieci dla początkujących

W Niderlandach nie wszędzie są takie murowane śmietniki z wielkimi kontenerami lub dużymi pojemnikamiz klapą i na kółkach. Zamiast tego co tydzień obchodzi się Dzień Śmieciarza. Tego dnia wystawia się swoje „skarby” za zewnątrz. Mieszkańcy bloków na ogół wystawiają worki ze śmieciami, a mieszkańcy domów kontenery.

Są co najmniej 2 rodzaje kontenerów i nie należy ich mylić. Ważny jest kolor całości albo co najmniej klapy. Śmietnik zielony jest przeznaczony na zielsko i badyle z przydomowego ogródka oraz wszystko, co da się przerobić na kompost.

Do śmietników czarnych lub ciemnoszarych trafia cała reszta. Nie należy takich skarbów wrzucać do kosza z klapa niebieską czy granatową – taki kosz jest na papiery i karton, a śmieciarze zabierają zawartość raz w miesiącu. Kiedy? – o tym w następnym odcinku.

sobota, 26 lutego 2011
Ś - śledzik

Holendrzy nie mają śledzi tylko haringi. "Nieuwe haring" czyli nowy/młody śledzik to lokalny przysmak. Wcina się toto na surowo z cebulką.Można też zapakować w bułę - to taki tutejszy fast-food tyle, że zdrowy i pyszny.

nieuwe haring

Prawidłowy sposób spożycia jest dość niestandardowy (dla nas): maczamy śledzia w cebulce, łapiemy za ogonek i do paszczy! O tak:

 

nieuwe haring

Gdzie kupić: najłatwiej w supermarkecie typu Albert Heijn, ale lepiej w sklepie rybnym lub w budzie rybnej. Haring supermarketowy zły nie jest, ale zdecydowanie gorszy od takiego z rybnego czy ze stoiska. Jak nam się uda, to dostaniemy świeżutką rybkę, którą sprzedawca przy nas obierze i wypatroszy. Pycha!

A śledzie? Takie polskie, duże jakie wcinamy na święta. Tego w holenderskim rybnym nie dostaniemy. Ale w polskich sklepach w Holandii już tak.

----------

Obrazki pożyczone z: http://www.ukgser.com/forums/showthread.php?t=152018, http://www.depers.nl/binnenland/208341/Eerste-vaatje-brengt-55000-op.html

Tagi: śledź
22:46, babcia_petronela , Alfabetycznie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lutego 2011
O - oliebollen

Jak już kiedyś pisałam, w Niderlandach porządnych pączków z lukrem na wierzchu nie ma albo ja ich nie mogę znaleźć. Za to są oliebollen. Jest to lokalny wyrób pączkopodobny smażony w głębokim tłuszczu. Zamiast lukru Holendrzy posypują je cukrem pudrem.

Oliebollen

Sezon na oliebollen rozpoczyna się późną jesienią i trwa gdzieś do stycznia. Tak jest przynajmniej w pobliskim centrum handlowym, gdzie w pobliżu parkingu rozstawiają wielką przyczepę (niezawsze tak okazałą, jak na tym pożyczonym z netu zdjęciu), gdzie można zakupić świeżo upieczony, jeszcze ciepły smakołyk.

Oprócz oliebollen są także inne rodzaje - z jabłkiem (appelbollen) i krentenbollen (z rodzynkami, moje ulubione).

20:19, babcia_petronela , Alfabetycznie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lutego 2008
Tam i z powrotem czyli TNT Post vs Poczta Polska
Petronelę zaciekawił reklamowany na pierwszej stronie gazety wpis na blogu GALAnt'a "Poczta Polska wolniejsza od winniczków", tym bardziej, że z "zawrotnym" tempem dostarczania przesyłek miałam ostatnio do czynienia.
Pod koniec grudnia zakupiłam dla Wrzaskuna zestaw ciuszków dla leniwych rodziców (czyli rozpinanych, gdzie tylko możliwe) na allegro. Paczka w formie listu poleconego została wysłana jeszcze przed sylwestrem. Czekaliśmy ponad miesiąc i nic. List wcięło. Dzwoniliśmy na holenderską infolinię, ale do Holandii paczka nie dotarła. Nadawca interweniował na poczcie krajowej, ale żanych informacji nie uzyskał. Dopiero 3 dni temu dostaliśmy stosowne awizo. Jeszcze trochę, a Wrzaskun by z tych ciuszków wyrósł.
W międzyczasie wysyłaliśmy z Niderlandów paczkę do Polski. Doszła po tygodniu.
Nie wiem, jak to jest z tą Pocztą Polską. Czyżby droga TAM (do Niderlandów) była dla nich znacząco dłuższa niż Z POWROTEM?
czwartek, 24 stycznia 2008
Gęś gęgawa
W Niderlandach to dość spore ptaszysko można spotkać m.in. w miejskich parkach i licznych łąkach poprzecinanych kanałami.
Ta gęsia rodzinka spacerowała sobie na wysepce na kanale w Kinderdijk zupełnie nie przejmując się krążącymi wokół bandami turystów i przepływającymi tuż obok łódkami.

poniedziałek, 21 stycznia 2008
Kraamzorg

W Niderlandach funkcjonuje nieobecna u nas instytucja kraamzorga, wielce sobie chwalona także przez świeżo upieczonych tatusiów. Słowo „kraamzorg” brzmi dość paskudnie i nam kojarzy się z „cyborgiem”, ale w rzeczywistości jest to taka pielęgniarko-położno-pomoc domowa, która opiekuje się kobietą po porodzie, niemowlakiem, posprząta, upierze, a i tatusiowi żarcie zrobić może.

Listę kraamzorgów można dostać od lekarza, w szpitalu lub wyszukać sobie w internecie.

Kraamzorga należy zamówić dość wcześnie, gdzieś koło 3-go miesiąca ciąży, po później może się okazać, że wcale nie tak łatwo znaleźć opiekunki, które mają wolne w stosownym czasie.

Petronela przekonała się o tym na własnej skórze, biorąc się za poszukiwanie kraamzorga pod koniec piątego miesiąca. Dobrych parę godzin zajęło mi znalezienie agencji, w której akurat mieli nieporezerwowanych „kraamzorgów”. Dalej już poszło sprawnie: w przeciągu kilku dni dostałam do wypełnienia formularz w języku zrozumiałym (angielskim, bo tutejszego nadal nie opanowałam) oraz zestaw broszurek i ulotek.

Usługi kraamzorga dostępne są w pakiecie – standardowo 5-6 godzin dziennie przez 8 dni, ale w razie potrzeby można zwiększyć liczbę dni lub liczbe godzin. Zazwyczaj ubezpieczenie zdrowotne pokrywa koszty owego standardowego pakietu, przy czym 8 dni liczone jest od daty porodu. Jeśli matkę z dzieckiem przetrzymają w szpitalu dłużej, to kraamzorg przychodzi do domu przez mniejszą liczbę dni.

22:11, babcia.petronela , Życie napoczęte
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 stycznia 2008
Wiatrak - Leidschendam
W Niderlandach wiatraki służyły nie tylko do osuszania terenu ale także pełniły rolę młynów zbożowych czy tartaków.

Wiatrak na tym zdjęciu to "De Salamander". Niegdyś służący jako tartak i nadal sprawny. Niegdyś stał w innym miejscu, a od 1989 (o ile holenderska wikipedia nie kłamie) stoi w pobliżu kościoła przy Vlietkant w Leidschendam. Przez kilka godzin w środu i soboty wiatrak ów można zwiedzać.
16:02, babcia.petronela , Wiatraki
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 stycznia 2008
Wiatraki - Haga
Jak wiadomo Niderlandy słyną z tulipanów i wiatraków, ale tych ostatnich wcale nie jest tak dużo, jakby się wydawało. Gdy tylko przyjechałam do Hagi prawie 4 lata temu, znajomi z kraju ciągle wypytywali mnie, czy widziałam już wiatrak, a ja przez dobrych parę tygodni byłam zmuszona udzielać im odpowiedzi negatywnej. W końcu udało mi się znaleźć wiatrak, do którego mogłam bez problemu na rowerze dojechać. I oto on:

Znajduje się w Hadze, na rogu Laakweg i Trekweg w pobliżu dworca kolejowego Hollands-Spoor.
10:27, babcia.petronela , Wiatraki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 stycznia 2008
Pępek po holendersku
W Polsce pielegnacja pępka nowonarodzonego dziecka wygląda zupełnie inaczej niż w Niderlandach. Nasi spece i wszelakie pisma dzieciowe zalecają co następuje:
  1. kikut pępowiny przemywać kilka razy dziennie 70% spirytem,
  2. nie moczyć podczas kąpieli! A najlepiej nie kąpać wcale tylko przemywać gąbką dopóki kikut nie odpadnie.
W Niderlandach tak się z tym nie bawią. Dzieciaka całego (z pępkiem włącznie) kąpać można, a resztek pępowiny niczym przemywać nie trzeba. Żeby nie być gołosłowną zamieszczam zdjęcie 3-dniowego Wrzaskuna kąpanego przez kraamzorga (tutejszą pielęgniarkę poporodową przeszkoloną w obsłudze niemowlaków i kobiet w połogu).

Rezultat: po tygodniu Wrzaskunowi  kikut odpadł, przez 2 dni miał jeszcze maleńki strupek. Wszystko wygoiło się pięknie. Nasz Wrzaskun wcale nie jest jakimś wyjątkiem - u dzieci naszych znajomych pielęgnujących dzieciaka po holendersku rezultat był analogiczny.

A 70% spiryt, który położna kazała nam kupić, okazał się być używany wyłącznie do czyszczenia termometru dodupnego.
10:28, babcia.petronela , Życie napoczęte
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 października 2007
Niderlandy i życie poczęte
Jak się już Dziadzio przyznał na naszym blogu głównym, całkiem niedawno w naszym domu zagościło małe wrzeszczące. W związku z tym mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze, jak wygląda obsługa życia (na)poczętego w Niderlandach od samego początku. Ponieważ tutejsze podejście do polityki prorodzinnej i opieka prenatalna jest znacząco różna od tego, co nam oferuje IV RP, niniejszym rozpoczynamy nowy dział, w którym informacje na ten temat bedziemy umieszczać.

Test ciążowy
W Niderlandach nabycie testu ciążowego nie stanowi żadnego problemu. Wcale nie trzeba udawać się w tym celu do aptek (nl. apotheek), które zresztą są czynne w godzinach mało przyjaznych dla ludu pracującego. Wystarczy supermarket czy drogeria typu „Etos” czy „Kruidvat”, gdzie testy leżą sobie na półce w towarzystwie witamin, pastylek na kaszel i innych medykamentów dostępnych bez recepty. Zdarza się, że tuż obok można znaleźć pigułkę "the morning after" oraz testy owulacyjne. W supermarketach sieci Albert Heijnie o test należy poprosić w „Service desk’u”.
Najpopularniejsze marki testów ciążowych to „Predictor” i „Clear Blue”, oba równie proste w obsłudze (nasikać, odczekać, obejrzeć).
Przetestować można się także u lekarza rodzinnego (nl. huisart) – oczywiście przed wizytą należy się opić, tak by móc bez problemu przygotować stosowny materiał do testów.

c.d.n.
17:16, babcia.petronela , Życie napoczęte
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4